ulica Solec

Życie na przedwojennej ul. Solec
Życie na przedwojennej ul. Solec

Droga w miejscu obecnej ulicy Solec przebiegała już przed wiekami. Stanowiła gościniec łączący nizinę nadwiślańską, a przede wszystkim komorę solną i przeprawę na prawy brzeg Wisły, z gościńcem ujazdowskim wychodzącym ze śródmieścia Warszawy. Gościniec solecki, od Starej Warszawy przez Krakowskie Przedmieście, łagodnym parowem Tamki dochodził do brzegu Wisły i stamtąd w kierunku południowym łączył się z Czerniakowem. Wzdłuż niej powstała wieś Solec; bieg drogi miał kształt nieregularny i łukowaty, uwarunkowany linią brzegu Wisły. W związku ze zmianą koryta Wisły w 1409 roku wieś Solec została przeniesiona na inne miejsce. Powodzie często nawiedzały drogę i wieś, m.in. 1493 roku Solec został zniszczony. W 1656 roku po zniszczeniach szwedzkich na Solcu pozostały tylko 24 domy. Oprócz drewnianych domów mieszkalnych mieściły się przy nim składy, liczne magazyny oraz żupy solne.

magazyn solny
magazyn solny

Klasztor Trynitarzy i niewielki kościół w stylu barkowym wybudowano przy Solcu w latach 1688-1726. Od ulicy Tamki do ul. Ludnej Solec zbudowany był w połowie XVIII wieku, dalej na południe tylko po stronie zachodniej do ul. Wilanowskiej; druga strona biegła brzegiem Wisły. Przy ulicy rozciągały się liczne skwery. Również w XVIII wieku rodziły się powoli zaczątki dzielnicy przemysłowej; w połowie stulecia zwiększyła się liczba młynów i wytworni krochmalu. W drugiej połowie XVIII wieku zbudowano dwie posiadłości szlacheckich: pałacyk Szymanowicza (pod nr 2/932, obecnie 37 przy rogu ul. Zagórnej); w latach 1771-1772 na posesji niedaleko ul. Ludnej wybudowano pałac Kazimierza Poniatowskiego, posiadał okazały dziedziniec i przestronnymi oficynami.

Solec, rok 1785
Solec, rok 1785

Pierwszy park angielski i ogród użytkowy w Warszawie został założony właśnie tutaj. Aleksander Sapieha stał się właścicielem pałacu w latach 1783-1784. Na początku XIX wieku rozebrano główny korpus pałacy, skrzydła przetrwały do 1874 roku.  W 1784 roku przy Solcu można już było zliczyć 22 magazyny należące głównie do magnatów, 1 spichlerz, 6 browarów, żupa królewska, na rzece stały 2 młyny wodne, tzw. pływaki. Zabudowę mieszkalną stanowiły pałac, pałacyk, 7 domów murowanych oraz ponad pięćdziesiąt dworków i domów drewnianych. Pod koniec XVIII liczba obiektów na Solcu doszła do 120. Na przestrzeni ulic Solca i Okrąg stanęły obszerne magazyny solne. Dopiero na początku XX wieku wybrukowano ulicę, ale tylko na przestrzeni 300 metrów od ul. Tamka. W 1813 roku Wisła wylała, nastąpiła ogromna powódź która zniszczyła bruki i domy, zawalił się brzeg wiślany. Bulwar kamienny powstał w latach 1825-1830, wzdłuż Solca do ul. Bednarskiej. Rozbudowa dzielnicy przemysłowej rozpoczęła się 1817 roku. Powstało szereg wytwórni, fabryk, młynów, magazynów. Na posesji 24/2934a po 1840 roku urządzono rzeźnię, która przetrwała do ok. 1930. Zabudowa Solca w połowie XIX wieku składała się już z 43 kamienic, domów murowanych i drewnianych. Czynna była przystań z której przeprawiano się łodziami na Saską Kępę.

Ulica Solec przed wojną
Ulica Solec przed wojną

Bruk i kryty kanał ściekowy wybudowano w 1873 roku. W 1898 roku w związku z regulacje wybrzeża Wisły przedłużono ulicę. Przytułek św. Franciszka Salezego dla niezdolnych do pracy,  istniejący do dzisiaj powstał w 1897 roku. Ok. 1910 roku nad Solcem wybudowano wiadukt mostu poniatowskiego, a w latach trzydziestych – wiadukt kolejowej linii średnicowej. Linie tramwajową przeprowadzono przez ul. Solec od ul. Dobrej do ul. Ludnej już w 1918 roku. W latach 20 powstała na rogu ul. Solec i ul. Czerwonego Krzyża Kasa Chorych z oddziałami szpitalnymi. W 1937 roku ukończono rozbudowę szpitala w tym miejscu.

Solec róg Al. 2 maja
Solec róg Al. 2 maja

W latach okupacji Solec był widownią egzekucji hitlerowskich, m.in. na terenie domu 63 Niemcy rozstrzelali kilkudziesięciu więźniów Pawiaka (jest tam tablica pamiątkowa). Podczas powstania 1944 Solec był miejscem zaciekłych walk oddziałów Armii Krajowej i Armii Ludowej oraz desantu z Pragi 3 Dywizji Piechoty I Armii WP, która na Solcu utworzyła tzw. przyczółek czerniakowski. Zabudowa ulicy została w większości zniszczona, ocalały nieliczne domy w pobliżu Al.3 Maja. Po wojnie wzdłuż Solca, Czerniakowskiej i Rozbrat od Al.3 Maja na północy do ul.Przemysłowej na południu założono Centralny Park Kultury (obecnie Park marsz. E. Rydza-Śmigłego), a nad Wisłą położono płytę upamiętniającą miejsce desantu WP. Odbudowano pałacyk Symonowicza. Wyburzono znaczną część dawnej zabudowy, wznosząc nowoczesne bloki mieszkaniowe, wśród nich wiele wysokościowców.

ul. Solec, budowa linii średnicowej
ul. Solec, budowa linii średnicowej

Do końca lat 90 Solec cieszył się nie najlepszą sławą. Aktualnie na ulicy Solec od rana do późnego wieczora tętni życie. Kolorowe wystawy, zapach pieczonego chleba czy kawy przyciąga klientów nie tylko Powiśla. Szereg punktów usługowych takich jak salony fryzjerskie, pralnia, restauracje, szkoła tańca zachęcają do skorzystania i pozostania z nimi na dłużej.

Bibliografia:

1. Ulice i place Warszawy – Eugeniusz Szwankowski

2. Ulice Solca – Ryszard Żelichowski

Felieton gościnny: Powiśle, brzozowa i PRL

Uważnym czytelnikom tego artykułu już na wstępie wyjaśniam, że użyta w tytule fraza – „brzozowa” nie odnosi się do pięknej ulicy Brzozowej, która znajduje się na Starym Mieście, ale do wody brzozowej (dlatego użyłem małej litery), której powinno się używać do wzmocnienia włosów, a która to woda już zawsze będzie kojarzyła mi się z Powiślem. Ale o tym niżej.

Mój związek z Powiślem

Od urodzenia do dziesiątego roku życia mieszkałem na Nowym Świecie, czyli ulicy, która wraz z Krakowskim Przedmieściem stanowiła granicę między Śródmieściem, a Powiślem. Gdyby nie to, że na ulicy Bednarskiej mieszkał wówczas mój wujek, to moją znajomość Powiśla można by umiejscowić gdzieś koło zera. Sytuacja się zmieniła, gdy około roku 1970 podjąłem pracę w Przedsiębiorstwie Upowszechniania Prasy i Książki „Ruch”, czyli w firmie, która była właścicielem większości, o ile nie wszystkich, kiosków w Warszawie. Zostałem sprzedawcą rejonowym. Nigdy nie mogłem zrozumieć sensu tej nazwy, ponieważ moja praca polegała na pobieraniu różnych towarów z magazynu i dostarczaniu ich do kiosków, czyli była to najzwyklejsza praca konwojenta. Być może tytuł sprzedawcy rejonowego wziął się stąd, że w kioskach pracowali sprzedawcy, a więc usiłowano zachować jedność firmowej nomenklatury.

Jako sprzedawca rejonowy stanowiłem część załogi, na którą składał się samochód marki Star, jego kierowca Zygmunt oraz Michał i ja, którzy byliśmy tymi właściwymi sprzedawcami rejonowymi. Nasz rejon tworzyły dwa podrejony, które obsługiwaliśmy w inne dni tygodnia. Podrejon pierwszy to były kioski usytuowane wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia i w ulicach pobocznych, czyli Traugutta, Podwala lub Piwnej oraz z podrejonu drugiego, czyli wszystkich punktów usytuowanych na Powiślu. Ci, którzy pamiętają te czasy, wiedzą, że wówczas kioski były takim minimarketami, w których oprócz prasy i papierosów można było kupić prawie wszystko, co oferował ówczesny rynek. Papierosy i prasę woziło się osobno, natomiast w środy i soboty (sobota była wówczas dniem pracy) woziliśmy tak zwaną pozaprasówkę, czyli wszelkie pozostałe artykuły. Asortyment towarowy często się zmieniał, ale woda brzozowa, której podstawowym składnikiem był alkohol, była na pace samochodu zawsze.

Woda brzozowa

Pakowana była w kartonach po 20 sztuk, a z etykiety można było wyczytać, że bardzo pomaga na wzmocnienie włosów. Odpowiednio skonstruowana butelka nie pozwalała na zwykłe wylanie wody na głowę. Specjalny dzióbek z bardzo małym otworem sprawiał, że wodę należało niejako wytrząsnąć z butelki. Dzięki temu głowa powinna być skropiona, a nie polana. Całą czynność należało, według instrukcji, zakończyć wmasowaniem preparatu w skórę głowy. Szybko zauważyłem wyraźne dysproporcje w dystrybucji wody. O ile w środę  (Krakowskie Przedmieście) pobieraliśmy z magazynu dwa kartony, to już w sobotę (Powiśle) było ich dziesięć. Te proporcje, czyli mniej więcej jeden do pięciu utrzymywały się stale, choć ilość punktów w obu podrejonach była równa. Trudno było mi to racjonalnie wyjaśnić, gdyż wydawałoby się, że rejon Traktu Królewskiego powinno zamieszkiwać zdecydowanie więcej elegantów dbających o włosy.

Woda Brzozowa

Zagadka wyjaśniła się sama. Któregoś dnia zdawałem towar w kiosku znajdującym się wówczas w bloku w okolicach Tamki. Pod kioskiem, czyli na dworze, stało dwóch normalnie wyglądających panów. Mieliśmy taki zwyczaj, że najpierw przynosiliśmy do punktu rzeczy cięższe, zapakowane w kartonach, czyli właśnie wodę brzozową, różne proszki i płyny do prania, a na końcu kosz z pozostałymi drobiazgami. Jeden z nas zostawał i przekazywał zawartość kosza, podczas gdy pozostali dwaj szykowali towar do następnego punktu. Gdy na końcu donieśliśmy kosz sprzedawczyni już otworzyła jeden z kartonów z wodą brzozową i sprzedała dwie butelki wspomnianym panom, którzy wyraźnie na nas czekali. Później akcja potoczyła się bardzo szybko. Pierwszy z panów wyjął z kieszeni scyzoryk i jednym wprawnym uderzeniem utrącił dzióbek, który blokował swobodny wypływ wody z butelki. Następnie uczynił to samo z drugą buteleczką. Obaj panowie, w ogóle nie krepując się moją obecnością, na miejscu wypili do dna zawartość obu, nie takich wcale małych, flakoników. Nie mogłem wyjść ze zdumienia i chyba nieco natrętnie się im przyglądałem, gdyż panowie wkrótce się oddalili, ale przedtem wyrzucili puste opakowania do pobliskiego kosza. Do teraz jednak pamiętam, iż obydwaj włosy mieli bez zarzutu.

                                                                                                                                                                                                                                 Wojciech Skalski

Od redakcji: Wojciech Skalski jest autorem bloga Dziennik WRS