Pani Barbara z Dobrej

W 69 rocznicę powstania byliśmy na wystawie, gdzie poznaliśmy Barbarę Górską. Pani Barbara z Dobrej 22/24 zgodziła się z nami porozmawiać i opowiedziała nam część swojej historii.

Pani Barbara z Dobrej 22/24 na podwórku

Pani Barbara z Dobrej 22/24 na podwórku

Kiedy się Pani urodziła?

Urodziłam się w Sosnowcu w 1928 roku. Imię dostałam oczywiście od patronki górników, tata chciał dać mi na imię Jadwiga ale ksiądz powiedział, że musi być Barbara. Dzieciństwo wspominam znakomicie, miałam dzieciństwo jak książątko, a nawet lepiej bo książątko ma obowiązki a ja nie miałam. Jestem jedynaczką, ale rodzinny dom pełen był ciotecznego rodzeństwa. Były dwie Basie i dwie Krysie, jakby w kalendarzu nie było innych imion (śmiech). Rodziców wspominam jako wzorową parę, bardzo mnie i siebie kochających. Wojna przerwała ten błogi stan. Tata trafił do obozu, wrócił potem strasznie zmieniony – był postawnym mężczyzną a jak wrócił to ważył 43 kg. Sosnowiec jako miasto został wchłonięty do III Rzeszy, na ulicach dominował kolor czerwony od flag niemieckich.  Mama podjęła decyzję o przenosinach do Warszawy w 1940 roku.

I trafiła Pani na Powiśle?

Tak się złożyło. Rodzina mojej mamy miała nieduże mieszkanie na Salezego – dwa pokoje, nieduży hol. W tych dwóch pokojach mieszkaliśmy w 14 osób a jeden pokój był wyłączony z uwagi na małe dziecko które się urodziło w tym czasie. Tak się wtedy żyło. Niedługo potem przeprowadziliśmy się na róg Marszałkowskiej i Złotej – teraz tam Pałac Kultury i plac Defilad. I tam do Powstania mieszkaliśmy.

I co z tym Powstaniem?

Co z Powstaniem?, do AK wstąpiłam w 1943 roku, powstanie beze mnie by się nie odbyło (śmiech). Dla mnie Powstanie zaczęło się 27 lipca 1944 roku. Należałam do zgrupowania Golski, zgrupowaliśmy się na ulicy Piusa (obecnie Piękna). Niestety była wpadka – nakryli nas Niemcy, jeden z chłopaków stojących na warcie zginął. Niemcy zaskoczyli nas podczas ćwiczeń, broń była rozłożona, granaty i broń w jednym miejscu, nasze dokumenty na stole w drugim miejscu. Niemcy rzucili granat na podwórze i traf chciał, że trafił on w nasz skład co spowodowało ogromy wybuch. Niemcy osłupieli i wtedy nam się udało uciec do klatki schodowej i tamtędy do piwnic. Wtedy Warszawa była cała połączona pod ziemią – ściany piwnic były poprzebijane. Dziewczyny uciekały tymi piwnicami a chłopcy dachami. Udało nam się uciec na Wilczą. Tam była taka fajna dozorczyni, my byłyśmy do ludzi niepodobne, całe usmolone i brudne, pozwoliła nam się umyć, tylko prosiła żeby szybko bo ma syna i się boi o niego. Wróciłam do domu ale musiałam uciekać bo nie wiedzieliśmy co z moimi dokumentami, czy po tym ataku nie dostały się w ręce niemców. 

A gdzie pani była w momencie wybuchu Powstania?

Powstanie zastało mnie na Żelaznej. Jako Zgrupowanie mieliśmy za zadanie zająć między innymi teren Politechniki Warszwskiej, więc po drugiej stronie Alei – to było ciężkie. Trzeba było parę godzin czekać na możliwość przejścia. Jedyne przejście było na wysokości Kruczej. 

Przejście przez aleje Jerozolimskie przy Kruczek - ostatnie dni Powstania

Przejście przez aleje Jerozolimskie przy Kruczek – ostatnie dni Powstania

W momencie wybuchu miałą Pani 16 lat, co na to mama?

No mama się nie zgadzała, ale musiała się zgodzić. Mój tata też dodał sobie dwa lata żeby móc wstąpić do legionów więc można powiedzieć, że to u nas rodzinne. Mama zresztą też brała udział w Powstaniu, pracowała w fabryce granatów – w parku saperskim przy Komendzie Głównej. Saperzy przynosili niewybuchy, wydobywało się trotyl i robiło się granaty.

Jak wyglądało Powstanie Pani oczami?

Byłam łączniczką, donosiłam granaty do wyznaczonych miejsc. Stałam czasem na warcie jako kurier, wraz z żołnierzem, który miał broń. Noszenie granatów było trudnym zadaniem. Można było się zgubić i wpaść w ręce niemców. Przechodziło się piwnicami, ciężko było się połapać – cała Warszawa zeszła wtedy do piwnic, pytaliśmy więc ludzi jaka to ulica i jaki numer domu. Do końca byłam w Śródmieściu, wyszłam z wojskiem do transportu do obozu. Udało nam się uciec z transportu w okolicach Milanówka. Stamtąd trafiłam do Częstochowy gdzie zatrzymałam się u rodziny. Tam zastało mnie wyzwolenie.

Gdzie żyła Pani później?

Z Częstochowy przeniosłyśmy się z mamą do Gdyni. Gdynia mi się bardzo podobała. Kocham morze – często jeździłam tam z rodzicami. W sumie to najpierw umiałam pływać a potem chodzić dopiero. Wspaniale wspominam Gdynię. Mama prowadziła tam skład budowlany. Trudny kawałek chleba dla kobiety ale mama dawała radę sobie świetnie. Z różnych powodów musiała jednak zakończyć te działania. Jak wyprowadzałam się z Gdyni to płakałam strasznie – naprawdę kocham morze. Przeniosłyśmy się do Milanówka do części starej pięknej willi. Pamiętam był tam przedpokój wytapetowany jakąś brzydką tapetą i jak zrywaliśmy ją to pod nią były stare gazety powstańcze z 1863 roku. Także zamiast zajmować się remontem to czytałam te gazety.

Przepraszam za niedyskretne pytanie ale czy pojawił się jakiś mąż?

Tak, podobno byłam ładna dziewczyna więc pojawił się. Już w Gdyni – nie był marynarzem ale też pływał. Uważam, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować (śmiech), także spróbowałam ale to nie dla mnie. Rozstaliśmy się w zgodzie i teraz jak czasem odwiedza Warszawę to spotykamy się i rozmawiamy.

Kiedy wróciła Pani do Warszawy?

W 1961 roku. Długo szukałyśmy z mamą mieszkania, znalazłyśmy na Powiślu. Pani która je sprzedawała przeprowadzała się do męża powiedziała nam, że to dobre mieszkanie i będzie nam się dobrze mieszkać. Miała rację. Powiśle wtedy było puste. Nie było zabudowań wzdłuż wielu ulic. Na Dobrej domy były pokiereszowane ale stały.

Jakie jest to Pani Powiśle?

Urocze. Teraz to dzielnica ludzi starych. Mieszkańcy się stąd nie wynoszą, mieszkają tutaj latami. Bardzo ciepłe miejsce, dobrze się tutaj mieszka. Te nowe osiedla to tylko sypialnie bez charakteru. Tutaj na Dobrej za pocztą była do niedawna taka ruina, mieszkali tam miejscowi menele. Jak kiedyś złamałam rękę i miałam na temblaku to odprowadzali mnie z zakupami do bramy i pomagali wejść. Nawet z menelami się dogadywałam (śmiech). Ludzie tutaj znają się dobrze i sobie pomagają.

A czym się Pani zajmowała zawodowo?

Po przeprowadzce do Warszawy pracowałam w Locie, to była ciekawa praca, z ludźmi, a ludzie zawsze są ciekawi. Wystawiałam potwierdzenia opłacenia dolarami podróży. Nie działo się jednak w tym miejscu najlepiej i rzuciłam tą pracę. Znajomy mamy załatwił mi pracę w drukarni koło Senatorskiej – to była zwykła obrzydliwa praca biurowa. Nie lubiłam jej bardzo. Takie były czasy, że każdy musiał pracować i robiło się masę niepotrzebnych rzeczy. Wspominam taką panią, partyjna co prawda ale bardzo porządna. Mówiła do mnie – “Pani Basiu, pani nie czyta tych głupot (dokumenty), nikomu to niepotrzebne jest przecież”. Do dyrektora kiedyś wypaliła, żeby ją pocałował w cztery litery i głowy nie zawracał. Porządna była (śmiech).  Najbardziej z tej pracy lubiłam trasę do niej. Bardzo często chodziłam na piechotę – albo Krakowskim Przedmieściem i Tamką albo moją ulubioną trasą: Topiel, Browarną do Karowej lub Bednarskiej. Na Karowej jest moje ulubione miejsce na Powiślu – wiadukt. Wygląda przepięknie, zwłaszcza wiosną kiedy pojawiają się liście na drzewach.

Jak teraz Pani spędza czas?

Od dawna jestem na emeryturze. Kiedyś miałam psa, przez niego poznałam wielu okolicznych psiarzy. Uwielbiam spacerować, teraz szczególnie do ogrodów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Lubię też chodzić nad Wisłę, ale przez to metro nie można się dostać tam. Szkoda bo bardzo lubię wodę. Często też spotykam się z siostrą cioteczną – Krysią, która mieszka na Mokotowie. Czasem oglądam telewizję ale ogłupia to więc wolę radio. Mam ulubioną audycję w programie 1 polskiego radia. Prowadzi ją Kazimierz Kowalski, wybudzam się o 12 i słucham do 3 w nocy.

Pani Barbara (po prawej) z siostrą cioteczną Krystyną

Pani Barbara (po prawej) z siostrą cioteczną Krystyną

Budzi się Pani specjalnie na tą audycję?

No tak, wcześnie chodzę spać. Mój zegar biologiczny zawsze budzi mnie o 5 rano, ale z niedzieli na poniedziałek nastawiam sobie budzik na 12 i budzę się. Lubię tą audycję, są tam co dwa, trzy tygodnie konkursy i dawna muzyka, czasem operowa. Nie lubię nowoczesności, nie rozumiem tej nowej muzyki, lubię starą, nowa mnie denerwuje.

Z Panią Barbarą z Dobrej rozmawialiśmy prawie dwie godziny, świetnie spędziliśmy czas. Pani Barbara znakomicie orientuje się w bieżących sprawach, polityce i sytuacji geopolitycznej. Rozmawialiśmy o Egipcie, remontach w Warszawie ale też o tym, że fajnie pojechać na grzyby za miasto. Jeśli ktoś ma ochotę porozmawiać z naszym rozmówcą to Pani Barbara z Dobrej będzie jednym z gości honorowych spotkania odbywającego się w ramach festiwalu Powiślenia w dniu 14 września 2013. Spotkanie – a także wiele innych atrakcji – będzie miało miejsce w podwórzu domu przy Dobrej 22/24, szczegóły spotkania znajdziecie tutaj.

 

Komentarze

komentarze