155 powinno wrócić

Ostatnio w serwisie Warszawa pojawił się ciekawy artykuł od warszawskiej radnej Aleksandry Shaybal-Rostek. Pani Aleksandra działa w tej sprawie. Podobnie jak Daniel Łaga, który zwrócił się do nas z prośbą o udostępnienie tej petycji.

petycja

 

Petycja dostępna jest pod tym adresem. Drukujcie, podpisujcie, przekazujcie do Urzędu Miasta. Niech wiedzą, że 105 może być równie dobre dla Powiśla jak 155 :).

Małer Plac

Już w sobotę 5 lipca Plac Zabaw organizuje pierwszą edycję akcji kulturalnej pod nazwą Małer Plac. Będzie to piknik artystyczny z pchlim targiem, antykwariatem, karaoke i sceną gdzie różni artyści amatorzy będą mogli pochwalić się swoim talentem.

Poniżej link do wydarzenia na Facebooku:
https://www.facebook.com/events/575551672560553/?fref=ts.
Nazwa imprezy jest nawiązaniem do pchlego marketu w Berlinie – Mauer Plac. Start imprezy o 12:00.
Organizatorzy zapraszają do udziału wszystkich którzy chcą wziąć udział w targu ubrań do kontaktu mailowego malerplac@gmail.com. Planowane są wystawy ubrań dziecięcych (od 13 do 15), później damskich (od 15 do 17) i na końcu męskich (od 17 do 19).
Na małej scenie mogą wystąpić każdy kto ma coś ciekawego do pokazania: muzycy, kuglarze, poeci, stand-uperzy. Organizatorzy zapraszają do pojawiania się spontanicznie – w dniu imprezy. Z uwagi na duże zainteresowanie polecamy także wcześniejszy kontakt mailowy: malerplac@gmail.com.

Małer Plac_net 01

Będzie można też pośpiewać w alternatywnym Karaoke a także kupić coś w antykwariacie z książkami i płytami. Odbędą się również warsztaty dla dzieci o tematyce ekologicznej.

Kolejne edycje odbywać się będą przez całe lato co dwa tygodnie.

Patronat medialny objęli:

Co Jest Grane www.cjg.gazeta.pl
WawaLove www.wawalove.pl
Aktivist www.aktivist.pl

Moje Miasto Warszawa www.mmwarszawa.pl
Station Warsaw www.stationwarsaw.com
Orange Umbrella www.orangeumbrella.pl/whatsup/

Pakamera www.pakamera.pl
Example www.example.pl
F5 www.fpiec.pl
Kuglarstwo www.kuglarstwo.pl

Oraz my 🙂

Centrum Golf na Solcu

Dlaczego kochamy Powiśle? Jest tysiąc powodów ale jeden z nich idealnie pasuje do miejsca o którym jest ten artykuł. Mianowicie chodzi o zaskoczenie. Powiśle lubi zaskakiwać – parę razy już nas zaskoczyło nieźle. W styczniu 2014 razem z Dawidem i Moniką chodziliśmy po Solcu i Okrąg robiąc zdjęcia. Pod adresem Solec 18/20 jak zapewne wiecie znajduje się zagłębie klubowo-kulinarne: 1500m2; sto900 oraz Czarny Rynek. Wielokrotnie tam byliśmy przy okazji różnych imprez czy spotkań towarzyskich. Tym razem coś nas tknęło żeby bardziej się porozglądać i … warto było. Aż dziw, że wcześniej nie zwróciliśmy uwagi na … sklep golfowy! Tak, na Powiślu! To nie koniec niespodzianek.

W środku czeka Was kolejna niespodzianka – w środku, poza półkami pełnymi sprzętu golfowego, znajdują się dwa pomieszczenia w których można pograć w golfa na symulatorze. To jedyne takie miejsce w Centrum Warszawy i naprawdę robi niesamowite wrażenie. Warto spróbować – dla nas najtrudniejsze było przełamanie świadomości, że jesteśmy w zamkniętym pomieszczeniu i że pomimo to możemy a nawet powinniśmy swobodnie uderzać piłeczkę z pełną mocą.

Traf chciał, że udało nam się poznać współwłaściciela Centrum Golf – Szymona, z którym przeprowadziliśmy ciekawą rozmowę – którą streszczamy poniżej.

Moje Powiśle: Od kiedy to jesteście w tym miejscu i dlaczego na Powiślu?

Centrum Golf: Jesteśmy tutaj od kwietnia 2013, a dlaczego Powiśle? Myślę, że z dwóch powodów. Pierwszy to praktyczność, a drugi powód to przekora.

MP: To zacznijmy od pierwszego – praktyczność?

CG: Tak praktyczność – odpowiedź jest też trochę zawarta w nazwie firmy. Golf kojarzy się z obrzeżami miast i raczej wyprawą całodniową. Pomyśleliśmy  o Centrum Golf jako o miejscu w którym warto propagować golfa czy ułatwić dostęp do samego sprzętu. Sklepy golfowe w Polsce mieszczą się zawsze przy polach golfowych – tymczasem często chcesz najpierw coś przymierzyć, poradzić się czy na spokojnie dopasować sprzęt, obuwie czy ubranie do siebie, a na pole pojechać już z kompletem potrzebnych rzeczy i móc skupić się tylko na grze. To praktyczne rozwiązanie.

MP: No tak, a przekora?

CG: Chodziło nam o przełamanie konwencji podmiejskiej. Sam wystrój i lokalizacja obok bardzo modnych i fajnych miejsc także przełamuje nieco konwencję tradycyjnego gentelman clubu. Chcemy walczyć ze stereotypem golfa jako sportu tylko dla elit, nieco także odmłodzić jego wizerunek.

MP: Ale golf jest przecież tak kojarzony w Polsce z nobliwymi panami mającymi dużo wolnego czasu.

CG: Trzeba pamiętać, że golf to jest sport. Golf po 112 latach wraca w 2016 roku na igrzyska olimpijskie. Grając w golfa można się naprawdę zmęczyć, a żeby być dobrym trzeba stale trenować. Naszą taką trochę prywatną misją jest przekonanie ludzi w różnym wieku, że golf jest dla każdego.

MP: Ilu w Polsce jest golfistów i pól golfowych?

CG: Liczbę osób grających w golfa w Polsce szacuje się na kilkanaście tysięcy. Pól golfowych jest zdecydowanie za mało – około 30. Przykładem są nasi sąsiedzi Czesi gdzie w 2011 roku było ponad 50 000 zarejestrowanych graczy, a pól prawie 90. Niemcy mają ponad 600 000 graczy i ponad 700 pól golfowych.

MP: No dobrze, to kto do Was przychodzi w takim razie.

CG: Dominują dwie grupy: Ci którzy chcą potrenować uderzenia i być w formie oraz Ci którzy chcą zacząć przygodę z golfem.

MP: Zaczniemy od tej drugiej grupy, bo sami w niej jesteśmy – od czego zacząć przygodę z golfem?

CG: Przede wszystkim od wizyty u nas (śmiech) – Można u nas niezobowiązująco zapoznać się ze sprzętem golfowym, dowiedzieć się czegoś więcej o golfie i spróbować swoich sił na symulatorze. Nasze centrum oferuje nieco prywatności więc typowe ludzkie obawy – jak wypadnę, czy dobrze stoję, nie jestem zawodowcem – nie mają u nas racji bytu. Każdy kiedyś zaczynał i na pewno nie od razu wiedział jak trzymać kij, czy jak prawidłowo wziąć zamach. Co ważne mamy na miejscu też trenerów, którzy udzielają porad i dają wskazówki.

MP: A co ze sprzętem?

CG: Sprzęt można nabyć po jakimś czasie. Porównałbym w tym względzie golfa do nart – jeśli chcemy pograć sobie raz na jakiś czas, to raczej sugerujemy wypożyczanie sprzętu – na większości pól golfowych jest taka możliwość.

MP: Załóżmy, że chcę mieć własny sprzęt – jakie koszty, ile kijów na początek, jakie marki – na co zwracać uwagę?

CG: W zasadzie to warto zacząć od tego, że to nie jest wcale tak drogi sport, za jaki jest uważany. Dobry sprzęt, zestaw na dobrym poziomie składający się z torby i 8 kijów (żelaza plus putter) to koszt rzędu 1800 zł. Co do butów to można grać w butach sportowych, ale warto mieć buty go golfa z kolcami – ceny od 200 zł.

MP: Ok, wróćmy do klientów – druga grupa. Kto przychodzi potrenować?

CG: Głównie gracze którzy grają regularnie w sezonie. Nasze symulatory mają wgrane najlepsze i najstarsze pola golfowe na świecie. Gwarantujemy 100% pogody J. Na symulatorach można skorzystać z „wideoanalizy swingu” – nagranie z dwóch kamer można obejrzeć w slow-motion, tak aby zrozumieć swój zamach golfowy (każdy jest inny!) i poprawić swoją technikę. To bardzo cenna możliwość dla ambitnych golfistów. Poćwiczyć przychodzą także osoby, często wraz z trenerami które przygotowują się do egzaminu na Zieloną Kartę. To dokument wydawany przez Polski Związek Golfowy – podczas szkolenia poznaje się zasady gry – zachowanie na polu czy na samym greenie, a także podstawy etykiety.

Do Centrum Golf przychodzą także grupy znajomych – czysto rekreacyjnie – trochę jak na kręgle.

MP: Z jakim wydatkiem musi się liczyć taka grupa jak chce sobie u Was pograć?

CG: Ceny za godzinę rozpoczynają się od ok 80 zł. Najlepiej zarezerwować sobie wcześniej symulator poprzez naszą stronę www.

MP: Ok to teraz o samym symulatorach – macie tutaj dwa – jak to działa?

CG: Tak, mamy dwa symulatory firmy HD Golf z Kanady, jesteśmy też dystrybutorem tego sprzętu. Całość opiera się na zaawansowanej technologii, która pozwala na śledzenie kija i piłki golfowej – jej prędkości, położenia i rotacji. Pozwala to na precyzyjne odwzorowanie jej lotu na ekranie i podanie wszelkich parametrów, takich jak odległość na jaką została uderzona, itp.

MP: Jakieś ciekawostki o golfie?

CG: W sumie na myśl przychodzą mi dwie – pierwsza to, że oficjalny rekord długości uderzenia piłki golfowej to 471 metrów – wyobraźcie to sobie…! Druga to astronauta Alan Shepard – dzięki niemu Golf był pierwszym sportem uprawianym na księżycu

MP: Niesamowite, dziękujemy za rozmowę.

 

Na koniec wrzucamy parę pojęć ze słowniczka golfowego:

Putter – kij golfowy używany pod koniec „dołka”, na tak zwanym „greenie”

Green – teren z krótko przystrzyżoną trawą kilka-kilkanaście metrów dookoła dołka, do którego wbijamy piłkę

Swing golfowy – zamach kijem golfowym wykonywany w celu uderzenia piłki

 

Informacje o Centrum Golf możecie znaleźć na stronie Centrum

 

Aktualizacja: Sklep niestety przeniósł się z Powiśla – z uwagi na planowaną zmianę przeznaczenia budynku w którym się mieścił.

1000 fanów na facebook. Dziękujemy!

1000 fanów na facebook

Naszą działalność rozpoczęliśmy formalnie od 1 kwietnia 2013. Wtedy też pojawił się pierwszy post w serwisie facebook. 7 stycznia 2014 po 2 w nocy przekroczyliśmy liczbę 1000 fanów. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was mały filmik – dziękując za to, że jesteście z nami. Film poniżej:

Jak widzicie z Pasji powstają fajne i prawdziwe rzeczy. Dziękujemy za to, że, przez swoją obecność, podsycacie naszą!

Biegam na Powiślu

Głupi pomysł Dawida

Będę biegał – takie postanowienie miałem na 2012 rok. To znaczy wrócę do biegania, bo kiedyś już biegałem. W liceum całkiem nieźle, ale to było w poprzednim tysiącleciu. Także, we wrześniu 2012 kupiłem sobie buty, ale musiały trochę poczekać na lepsze dni. Leżały prawie rok w szafie. Za namową Dawida zapisałem się na początku września na Biegnij Warszawo – bieg na 10 km będzie miał miejsce 6 października 2013. Pomyślałem sobie, że nie mogę dać plamy, tym bardziej że będę reprezentował barwy www.mojepowisle.com, poza tym żona będzie patrzeć.

Realizacja

No i wciągnąłem się, przez ostatnie 3 tygodnie przebiegłem więcej niż przez ostatnie 6 lat. Oczywiście biegam na Powiślu – chyba najlepszym miejscu na świecie do biegania. Data 29 września 2013 przeszła do historii – po raz pierwszy przebiegłem 10 km w czasie 1:02:53. Wiem, szału nie ma, ale dla mnie to jak wejść na Mont Everest. Z zawiązanymi oczami. W zimie. Tyłem.

Po tym biegu mam dwie konkluzje:

1. Bieg na pięć km i na dziesięć km niczym się nie różnią od siebie. Jak zapanujesz nad oddechem to robienie kolejnych kroków jest tak oczywiste, że biegniesz dalej. Pierwsze pięć jest kluczowe żeby myśleć o drugich pięciu.

2. Powiśle i Warszawa bardzo pomagają w biegu, o szczegółach niżej.

Biegam na Powiślu

No dobra – szczegóły tego epokowego wydarzenia. Zacząłem, tradycyjnie, przy szkole na Kruczkowskiego – trochę za szybko jak zawsze na starcie. Biegłem w stronę Czerwonego Krzyża – do kamienicy pod dwoma adresami. Potem przy szpitalu i pod mostem średnicowym – tam dopadły mnie zapachy z kuchni szpitalnej albo z naszego zagłębia klubowego. Niezbyt to pomogło, jeść mi się chce chyba. Dalej pobiegłem za osiedlem Patria, przez Park Janiny Porazińskiej, między blokami do Ludnej. Wbiegając na Czerniakowską miałem już pierwszy kilometr na liczniku – zero zmęczenia. Potem rzut oka na pomnik Sapera i w drugą stronę na schody. Super miejsce, mogłoby być tylko lepiej oświetlone.

Z Czerniakowskiej przy kościele skręcam w Górnośląską i już drugi kilometr leci. Chodnik trochę krzywy. Potem skręcam w Rozbrat, jakimś cudem unikam kolizji z rowerzystą – był równie przerażony jak ja. W R20 jakiś rodzinny obiad – patrzą na mnie jak na zjawę – ulice puste prawie, poza rowerzystą – niedoszłym mym zabójcą. Przebiegam pod trasą Łazienkowską i wbiegam na Myśliwiecką – po jednej stronie Trójka, po drugiej tereny Legii. Jest moc – nie ma nikogo a ja sobie patrzę na Zamek Ujazdowski – szkoda, że nie jest oświetlony, robił by lepsze wrażenie.

Biegnę w stronę Łazienek – zamknięte już o tej porze. Ambasada Indii ładnie rośnie – niedawno krzaki były tylko a teraz już dwa piętra. Skręcam w Agrykolę – trzeci kilometr za mną. Czuję się świetnie, nie ma nikogo, palą się tylko latarnie gazowe – trochę mrocznie. Mam wyobrażenie, że jestem w XIX wieku, mijam króla Sobieskiego z Turkami pod kopytami a po lewej stronie piękny widok na Pałac na Wodzie. Nawet nie myślę o tym aby podbiegać pod Agrykolę – to że biegam po nocy nie znaczy, że jestem wariatem. Skręcam w aleję prowadzącą do Placu Zabaw, nikogo a szkoda bo jest co oglądać – biegnę wzorowo, a poza tym park z jasnymi latarniami prezentuje się niesamowicie.

Pierwotny plan – wracam do domu – zmieniam na – biegnę pod górę. Ścieżką w parku wzdłuż Myśliwieckiej wspinam się pod górę – nie jest łatwo. Na wysokości ulicy Profesorskiej łapię czwarty kilometr. Ciągle pod górę – ale jakby lżej. Wbiegam na Piękną, ambasada Francji, Kanady i skręcam w Aleje Ujazdowskie. Na placu Trzech Krzyży więcej ludzi, mijam też pierwszego dziś biegacza, tradycyjne pozdrowienie i sił zdecydowanie więcej.

Nawet nie zauważyłem a to już piąty kilometr, przy Instytucie Głuchoniemych. Na Książęcej łapią mnie światła – dwa kółka zanim zmienia się na zielone. Nowy Świat trochę ludzi siedzi w knajpach, ogródki już w większości zwinięte – zimno już jak cholera a jednak im chce się siedzieć i patrzeć jak biegnę.

Nowy Świat nocą
Nowy Świat nocą

Słyszę jak Pani “Grażyna Endomondo” mówi do mnie, że już szósty kilometr. Świętokrzyska rozkopana w stronę Tamki – w sumie w obie strony rozkopana. Planowałem zbiec w dół, ale to już sześć kilometrów – może dam radę przebiec dychę? – przeszło mi przez głowę pierwszy raz tego wieczora.

Krakowskie Przedmieście nie jest zalane słońcem tylko turystami. Dość dużo ich jak na tą godzinę – i dobrze. Myślę sobie – jeszcze żeby tylko na Powiśle zeszli. Ja zaraz tam dotrę – wybrałem sobie Karową, bo lubię wiadukt i poza tym zawsze to spadek rozłożony w czasie. Bristol pięknie oświetlony, całe Krakowskie robi super wrażenie, ale wiadukt Markiewicza to europejski obiekt – aż się chce robić te kółka. Ktoś akurat robi zdjęcia Syrenki, biegnę, nie przeszkadzam. I już siedem na liczniku. Szybkie przeliczenie trasy i wybieram kierunek na Mariensztat – cel już mam w głowie – dziesięć kilometrów.

Dzwoni moje wsparcie: Magda – tak kochanie, biegnę dychę! – ledwo dyszę – uważaj na siebie – słyszę w odpowiedzi. No pewnie, że będę ale najpierw muszę dobiec. Kawałek Furmańską, potem Bednarska i skręcam w Dobrą. Biegnę w stronę BUW – jest już osiem kilometrów. Przy BUW uświadamiam sobie dopiero, że znów biegam na Powiślu! Już wyjaśniam dlaczego Powiśle pomaga: biegniesz i widzisz fajne miejsca, które znasz lub chcesz poznać, nic tylko biec i się rozglądać i cieszyć się tym wyjątkowym miejscem w którym mam szczęście żyć. BUW pięknie oświetlony, biegnę zobaczyć jak wygląda Centrum Nauki Kopernik. Też ładnie, ale szału nie ma od strony Wybrzeża Kościuszkowskiego. Obiegam mur elektrowni, rzut oka na most Świętokrzyski – stoi jak stał. Skręcam w Zajęczą i znowu w Dobrą. Już dziewiąty kilometr.

Mijam pocztę, Alchemicusa, WarsandSawa, Rowery Bajery i dobiegam do Solca. Skręcam w Solec w stronę Tamki i marzę żeby się nie przewrócić, czuję, że prąd mi się kończy pomału. Mięsny, fryzjer, po drugiej stronie pralnia, Mr. Pancake, księgarnia, fryzjer i już widzę warzywniaczek. Jeszcze 350 metrów do dychy. Nie dam rady chyba – kolejna chwila zwątpienia dziś, mijam Heritage, Piekarnia Lubaszka i wbiegam na Tamkę. Czy pisałem już, że Powiśle pomaga?

Tamka nocą - piękna nagroda na koniec biegu
Tamka nocą – piękna nagroda na koniec biegu

Na przystanku parę osób, ktoś macha do mnie no i ten widok. Pałac Ostrogskich w pełnej krasie – dodatkowe siły na ostatnie metry. Dziesiąty kilometr mijam mniej więcej w miejscu z którego zacząłem. Jeśli ktoś przełamał kiedyś swoją słabość to wie o czym mówię: ogromna euforia, niesamowita moc i przekonanie, że kolejnych dziesięć już będzie łatwiejsze. Jestem Panem Świata! Powiśle kocham Cię! Gęba mi się cieszy, pomimo, że padam na nią.

Podsumowanie

Gorąco polecam tą trasę – trzeba się pomęczyć na podbiegu, zobaczyć co w mieście słychać i obiec Powiśle w koło. Zachęcam generalnie do biegania – 90% sukcesu to głowa i stała walka ze swoją psychiką. Stawianie sobie małych celów i ubieranie ich w duże. Do zobaczenia na trasie.

Ps. Jeśli chcecie dopingować Monikę, Dawida i mnie podczas biegu na 10 km to zapraszamy 6 października od 12:00 na trasę biegu Biegnij Warszawo. Trasę biegu znajdziecie poniżej.

Trasa biegu Biegnij Warszawo 2013
Trasa biegu Biegnij Warszawo 2013

Pani Barbara z Dobrej

W 69 rocznicę powstania byliśmy na wystawie, gdzie poznaliśmy Barbarę Górską. Pani Barbara z Dobrej 22/24 zgodziła się z nami porozmawiać i opowiedziała nam część swojej historii.

Pani Barbara z Dobrej 22/24 na podwórku
Pani Barbara z Dobrej 22/24 na podwórku

Kiedy się Pani urodziła?

Urodziłam się w Sosnowcu w 1928 roku. Imię dostałam oczywiście od patronki górników, tata chciał dać mi na imię Jadwiga ale ksiądz powiedział, że musi być Barbara. Dzieciństwo wspominam znakomicie, miałam dzieciństwo jak książątko, a nawet lepiej bo książątko ma obowiązki a ja nie miałam. Jestem jedynaczką, ale rodzinny dom pełen był ciotecznego rodzeństwa. Były dwie Basie i dwie Krysie, jakby w kalendarzu nie było innych imion (śmiech). Rodziców wspominam jako wzorową parę, bardzo mnie i siebie kochających. Wojna przerwała ten błogi stan. Tata trafił do obozu, wrócił potem strasznie zmieniony – był postawnym mężczyzną a jak wrócił to ważył 43 kg. Sosnowiec jako miasto został wchłonięty do III Rzeszy, na ulicach dominował kolor czerwony od flag niemieckich.  Mama podjęła decyzję o przenosinach do Warszawy w 1940 roku.

I trafiła Pani na Powiśle?

Tak się złożyło. Rodzina mojej mamy miała nieduże mieszkanie na Salezego – dwa pokoje, nieduży hol. W tych dwóch pokojach mieszkaliśmy w 14 osób a jeden pokój był wyłączony z uwagi na małe dziecko które się urodziło w tym czasie. Tak się wtedy żyło. Niedługo potem przeprowadziliśmy się na róg Marszałkowskiej i Złotej – teraz tam Pałac Kultury i plac Defilad. I tam do Powstania mieszkaliśmy.

I co z tym Powstaniem?

Co z Powstaniem?, do AK wstąpiłam w 1943 roku, powstanie beze mnie by się nie odbyło (śmiech). Dla mnie Powstanie zaczęło się 27 lipca 1944 roku. Należałam do zgrupowania Golski, zgrupowaliśmy się na ulicy Piusa (obecnie Piękna). Niestety była wpadka – nakryli nas Niemcy, jeden z chłopaków stojących na warcie zginął. Niemcy zaskoczyli nas podczas ćwiczeń, broń była rozłożona, granaty i broń w jednym miejscu, nasze dokumenty na stole w drugim miejscu. Niemcy rzucili granat na podwórze i traf chciał, że trafił on w nasz skład co spowodowało ogromy wybuch. Niemcy osłupieli i wtedy nam się udało uciec do klatki schodowej i tamtędy do piwnic. Wtedy Warszawa była cała połączona pod ziemią – ściany piwnic były poprzebijane. Dziewczyny uciekały tymi piwnicami a chłopcy dachami. Udało nam się uciec na Wilczą. Tam była taka fajna dozorczyni, my byłyśmy do ludzi niepodobne, całe usmolone i brudne, pozwoliła nam się umyć, tylko prosiła żeby szybko bo ma syna i się boi o niego. Wróciłam do domu ale musiałam uciekać bo nie wiedzieliśmy co z moimi dokumentami, czy po tym ataku nie dostały się w ręce niemców. 

A gdzie pani była w momencie wybuchu Powstania?

Powstanie zastało mnie na Żelaznej. Jako Zgrupowanie mieliśmy za zadanie zająć między innymi teren Politechniki Warszwskiej, więc po drugiej stronie Alei – to było ciężkie. Trzeba było parę godzin czekać na możliwość przejścia. Jedyne przejście było na wysokości Kruczej. 

Przejście przez aleje Jerozolimskie przy Kruczek - ostatnie dni Powstania
Przejście przez aleje Jerozolimskie przy Kruczek – ostatnie dni Powstania

W momencie wybuchu miałą Pani 16 lat, co na to mama?

No mama się nie zgadzała, ale musiała się zgodzić. Mój tata też dodał sobie dwa lata żeby móc wstąpić do legionów więc można powiedzieć, że to u nas rodzinne. Mama zresztą też brała udział w Powstaniu, pracowała w fabryce granatów – w parku saperskim przy Komendzie Głównej. Saperzy przynosili niewybuchy, wydobywało się trotyl i robiło się granaty.

Jak wyglądało Powstanie Pani oczami?

Byłam łączniczką, donosiłam granaty do wyznaczonych miejsc. Stałam czasem na warcie jako kurier, wraz z żołnierzem, który miał broń. Noszenie granatów było trudnym zadaniem. Można było się zgubić i wpaść w ręce niemców. Przechodziło się piwnicami, ciężko było się połapać – cała Warszawa zeszła wtedy do piwnic, pytaliśmy więc ludzi jaka to ulica i jaki numer domu. Do końca byłam w Śródmieściu, wyszłam z wojskiem do transportu do obozu. Udało nam się uciec z transportu w okolicach Milanówka. Stamtąd trafiłam do Częstochowy gdzie zatrzymałam się u rodziny. Tam zastało mnie wyzwolenie.

Gdzie żyła Pani później?

Z Częstochowy przeniosłyśmy się z mamą do Gdyni. Gdynia mi się bardzo podobała. Kocham morze – często jeździłam tam z rodzicami. W sumie to najpierw umiałam pływać a potem chodzić dopiero. Wspaniale wspominam Gdynię. Mama prowadziła tam skład budowlany. Trudny kawałek chleba dla kobiety ale mama dawała radę sobie świetnie. Z różnych powodów musiała jednak zakończyć te działania. Jak wyprowadzałam się z Gdyni to płakałam strasznie – naprawdę kocham morze. Przeniosłyśmy się do Milanówka do części starej pięknej willi. Pamiętam był tam przedpokój wytapetowany jakąś brzydką tapetą i jak zrywaliśmy ją to pod nią były stare gazety powstańcze z 1863 roku. Także zamiast zajmować się remontem to czytałam te gazety.

Przepraszam za niedyskretne pytanie ale czy pojawił się jakiś mąż?

Tak, podobno byłam ładna dziewczyna więc pojawił się. Już w Gdyni – nie był marynarzem ale też pływał. Uważam, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować (śmiech), także spróbowałam ale to nie dla mnie. Rozstaliśmy się w zgodzie i teraz jak czasem odwiedza Warszawę to spotykamy się i rozmawiamy.

Kiedy wróciła Pani do Warszawy?

W 1961 roku. Długo szukałyśmy z mamą mieszkania, znalazłyśmy na Powiślu. Pani która je sprzedawała przeprowadzała się do męża powiedziała nam, że to dobre mieszkanie i będzie nam się dobrze mieszkać. Miała rację. Powiśle wtedy było puste. Nie było zabudowań wzdłuż wielu ulic. Na Dobrej domy były pokiereszowane ale stały.

Jakie jest to Pani Powiśle?

Urocze. Teraz to dzielnica ludzi starych. Mieszkańcy się stąd nie wynoszą, mieszkają tutaj latami. Bardzo ciepłe miejsce, dobrze się tutaj mieszka. Te nowe osiedla to tylko sypialnie bez charakteru. Tutaj na Dobrej za pocztą była do niedawna taka ruina, mieszkali tam miejscowi menele. Jak kiedyś złamałam rękę i miałam na temblaku to odprowadzali mnie z zakupami do bramy i pomagali wejść. Nawet z menelami się dogadywałam (śmiech). Ludzie tutaj znają się dobrze i sobie pomagają.

A czym się Pani zajmowała zawodowo?

Po przeprowadzce do Warszawy pracowałam w Locie, to była ciekawa praca, z ludźmi, a ludzie zawsze są ciekawi. Wystawiałam potwierdzenia opłacenia dolarami podróży. Nie działo się jednak w tym miejscu najlepiej i rzuciłam tą pracę. Znajomy mamy załatwił mi pracę w drukarni koło Senatorskiej – to była zwykła obrzydliwa praca biurowa. Nie lubiłam jej bardzo. Takie były czasy, że każdy musiał pracować i robiło się masę niepotrzebnych rzeczy. Wspominam taką panią, partyjna co prawda ale bardzo porządna. Mówiła do mnie – “Pani Basiu, pani nie czyta tych głupot (dokumenty), nikomu to niepotrzebne jest przecież”. Do dyrektora kiedyś wypaliła, żeby ją pocałował w cztery litery i głowy nie zawracał. Porządna była (śmiech).  Najbardziej z tej pracy lubiłam trasę do niej. Bardzo często chodziłam na piechotę – albo Krakowskim Przedmieściem i Tamką albo moją ulubioną trasą: Topiel, Browarną do Karowej lub Bednarskiej. Na Karowej jest moje ulubione miejsce na Powiślu – wiadukt. Wygląda przepięknie, zwłaszcza wiosną kiedy pojawiają się liście na drzewach.

Jak teraz Pani spędza czas?

Od dawna jestem na emeryturze. Kiedyś miałam psa, przez niego poznałam wielu okolicznych psiarzy. Uwielbiam spacerować, teraz szczególnie do ogrodów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Lubię też chodzić nad Wisłę, ale przez to metro nie można się dostać tam. Szkoda bo bardzo lubię wodę. Często też spotykam się z siostrą cioteczną – Krysią, która mieszka na Mokotowie. Czasem oglądam telewizję ale ogłupia to więc wolę radio. Mam ulubioną audycję w programie 1 polskiego radia. Prowadzi ją Kazimierz Kowalski, wybudzam się o 12 i słucham do 3 w nocy.

Pani Barbara (po prawej) z siostrą cioteczną Krystyną
Pani Barbara (po prawej) z siostrą cioteczną Krystyną

Budzi się Pani specjalnie na tą audycję?

No tak, wcześnie chodzę spać. Mój zegar biologiczny zawsze budzi mnie o 5 rano, ale z niedzieli na poniedziałek nastawiam sobie budzik na 12 i budzę się. Lubię tą audycję, są tam co dwa, trzy tygodnie konkursy i dawna muzyka, czasem operowa. Nie lubię nowoczesności, nie rozumiem tej nowej muzyki, lubię starą, nowa mnie denerwuje.

Z Panią Barbarą z Dobrej rozmawialiśmy prawie dwie godziny, świetnie spędziliśmy czas. Pani Barbara znakomicie orientuje się w bieżących sprawach, polityce i sytuacji geopolitycznej. Rozmawialiśmy o Egipcie, remontach w Warszawie ale też o tym, że fajnie pojechać na grzyby za miasto. Jeśli ktoś ma ochotę porozmawiać z naszym rozmówcą to Pani Barbara z Dobrej będzie jednym z gości honorowych spotkania odbywającego się w ramach festiwalu Powiślenia w dniu 14 września 2013. Spotkanie – a także wiele innych atrakcji – będzie miało miejsce w podwórzu domu przy Dobrej 22/24, szczegóły spotkania znajdziecie tutaj.

 

Pamiętajmy o Powstaniu

Jedną z ciekawych imprez towarzyszących festiwalowi Powiślenia będzie spotkanie pod tytułem Pamiętajmy o Powstaniu. Zorganizowała je Fundacja Ośrodka KARTA oraz Spółdzielnia Budowlano-Mieszkaniowa „Nowe Zjednoczenie”, zostało ono dofinansowane przez Urząd Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy za co im chwała. Impreza będzie miała miejsce w godzinach 12:00 – 21:30 na podwórku domu przy ul. Dobrej 22/24 (róg Tamki) oraz w jego okolicy.

Dlaczego warto tam zajrzeć:

1. Wystawa fotograficzno – poetycka „Nasz dom, nasze Powiśle, nasze Powstanie”

2. Koncert piosenek powstańczych w wykonaniu 2 młodych aktorek – Julii Konarskiej i Magdy Drab oraz akordeonisty Tomasza Ostaszewskiego. Będzie można wspólnie pośpiewać wraz z wykonawcami, widzowie dostaną teksty piosenek od organizatorów.

3. Spotkanie z uczestnikami Powstania, wysłuchanie ich wspomnień.

4. Pokaz pamiątek osobistych z Powstania

5. Rekonstrukcja piwnicy, w której chronili się mieszkańcy.

6. Instalacja sześciu wielkich tablic ustawionych na chodnikach ulic Tamki i Dobrej z napisami „TU STAŁA BARYKADA POWSTAŃCZA”, zdjęciam i opisami tych barykad.

7. Prelekcja historyka Jarosława Zielińskiego „Przedwojenne Powiśle”.

8. Poczęstunek zupą „powstańczą”

9. Dyskusja wielopokoleniowa na temat przyszłorocznych obchodów 70-lecia Powstania

10. Stoisko z wydawnictwami Ośrodka KARTA

11. Konkurs rysunkowy dla dzieci

Szczegółowy harmonogram znajdziecie poniżej.

Pamiętajmy o Powstaniu na Powiślu
Pamiętajmy o Powstaniu na Powiślu
Urząd Dzielnicy Śródmieście współfinansuje to wydarzenie
Urząd Dzielnicy Śródmieście współfinansuje to wydarzenie

 

Powiślenia 2013

Festiwal Powiślenia we wrześniu to już tradycja. W tym roku odbędzie się 5 edycja tego niezwykle barwnego, kulturalnego wydarzenia. W 2013 roku w festiwalu bierze udział ponad 50 miejsc na Powiślu, fundacji i instytucji. Głównym koordynatorem i prowodyrem tego zamieszania jest Kasia Federowicz z Partnerstwa dla Powiśla. Udało jej się wypracować wyjątkową formułę: sąsiedzkich spotkań na Powiślu dla każdego.

Festiwal Powiślenia 5 edycja
Festiwal Powiślenia 5 edycja

Czym jest Festiwal Powiślenia? Powiślenia to przede wszystkim spotkanie sąsiedzkie ale także: koncerty, pokazy filmowe, spektakle; warsztaty artystyczne i kulinarne. Generalnie wszystko to co sprawia, że ludzie wychodzą z domu i chcą połazić po Powiślu.

Wyjątkowe targowisko w ramach festiwalu Powiślenia
Wyjątkowe targowisko w ramach festiwalu Powiślenia

Miejsca i organizacje które wezmą udział w Festiwalu to:  

Restauracje, kawiarnie:

– Solec 44; Czeska Baszta; Cuda na Patyku; Kawiarnia Kafka; Klubokawiarnia Grawitacja; Tarabuk; Plac Zabaw; Cud nad Wisłą; Veg Deli; By The Way Bottenga Kulinarna; Yerbaciarnia Terere;  Noona; WarsandSawa

Sklepy i usługi:

– Księgarnia EFKA; Puenta; DB Italia; Warzywniak na Solcu; Vintage Store; Boutique Bed&Breakfast; Product Placement; Fraszki Igraszki; Salsa Libre; Atelier Słoma&Trymbukak; Alchemicus; Kopernika 25; Royal With Cheese; The Warsaw Hostel; Bawmisie; Fryzjer Wojtek; Pracownia Krawatów; Laki Loki;

Stowarzyszenia, fundacje, szkoły i instytucje kulturalne oraz firmy:

– Towarzystwo Przyjaciół Warszawy – Oddział Powiśle; Cedoz – Akademia prawa pracy i rachunkowości; Centrum Przedsiębiorczości Smolna; Siostry Urszulanki; Przedszkole Wiślana Kropelka; Muzeum Fryderyka Chopina;  Spółdzielnia Budowlano-Mieszkaniowa „Nowe Zjednoczenie”; OUT of CTRL; Powiślańska Fundacja Społeczna; Młodzieżowy Dom Kultury im. Władysława Broniewskiego; Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie; WikiRadio; Związek Polskich Malarzy i Grafików; Fundacja Śniegoszów; Akademia Aktywnej Komunikacji; Urząd Dzielnicy Śródmieście; BUW; Wydawnictwo Dwie Siostry; Projekt społeczny 2012; Stadion Narodowy; Biblioteka nr 44; Centrum Nauki Kopernik; Fundacja na rzecz wspólnot lokalnych “Na miejscu”.

IV Konkrs na Najlepszy Wypiek Powisleń - jedna z atrakcji Festiwalu
IV Konkrs na Najlepszy Wypiek Powisleń – jedna z atrakcji Festiwalu

Ilość atrakcji jaka Was czeka 14 września 2013 roku na Powiślu jest tak duża, że opiszemy tylko jedno z nich (szczegóły już w poniedziałek), zdecydowanie jednak namawiamy do zapoznania się z poniższym harmonogramem – tutaj znajdziecie wszystko.

Powiślenia 2013 - harmonogram
Powiślenia 2013 – harmonogram

Festiwal Powiślenia 2013 swoim patronatem objęło parę zacnych redakcji: HelloWarsaw; DesignAlive; Fpięć; Pakamera & Example; KukBuk oraz mało znany portal Moje Powiśle (tak, to my). Do zobaczenia 14 września na Powiślu!

Konkurs rozstrzygnięty!

Przedstawiamy Wam szczegóły rozstrzygnięcia konkursu który ogłosiliśmy wraz z redakcją Ogarnij Miasto. Szczegóły konkursu i regulaminu znajdziecie tutaj. W ostatnią środę spotkaliśmy się w Grawitacji aby uradzić która z nadesłanych prac zasłużyła na wygraną w naszym konkursie.

Obrady Jury - od lewej: Marcin (Moje Powiśle), Paweł i Magda (Ogarnij Miasto)
Obrady Jury – od lewej: Marcin (Moje Powiśle), Paweł i Magda (Ogarnij Miasto)

Trochę nam się zeszło, staraliśmy się dokładnie porównać i sprowadzić do wspólnego mianownika prace przesłane przez Was. Przy okazji spożyliśmy trochę wina i piwa. Wcześniej jednak dokonaliśmy wyboru. Nie było łatwo.

Jedna z prac przesłanych do nas
Jedna z prac przesłanych do nas

Zwycięzcą konkursu został … (tutaj małe fanfary) Artur Wojtczak. W pracy Artura ujęło nas przede wszystkim szczegółowe opisanie wielu miejsc a także dużo osobistych informacji. Gratulacje Artur, główną nagrodę przekażemy niebawem osobiście. Pracę Artura znajdziecie tutaj.

Dziękujemy wszystkim tym którzy wzięli udział w konkursie. Ci którzy nie przesłali nam swoich prac niech żałują. Wszyscy którzy przesłali do nas odpowiedź na pytanie: “Moje Powiśle to…” otrzymają od nas naklejki.